Msze za Jarosława

2010/07/2, piątek

Statutowi sympatycy Prawa i Sprawiedliwości zalogowani na specjalnie stworzonym dla nich partyjnym portalu internetowym mają nieustającą od początku kampanii buzę mózgów – jak walczyć o zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego.

W tym tygodniu jeden z sympatyków wpadł na pomysł jak w dniu wyborów „obejść ciszę wyborczą”. Padła propozycja, aby na niedzielę zamawiać w kościołach msze w intencji Jarosława Kaczyńskiego. „Księża, nawet ci co są za PO nie odmówią jak im wpadnie kilka złotych do parafialnej kasy, a z ambony padnie nazwisko prezesa” – przekonywał forumowicz.

Wielu uznało pomysł za rewelacyjny i zdecydowanie zachęcało do realizacji. Opisany wątek po kilkudziesięciu godzinach zniknął jednak z partyjnego forum, ale sądząc po entuzjastycznym przyjęciu, może być zrealizowany.

Zapytaliśmy sędziego Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, a dziś sędziego Państwowej Komisji Wyborczej Andrzeja Mączyńskiego czy rzeczywiście taka modlitewna intencja mszalna może oznaczać załamie ciszy wyborczej?

- Modlitwa i agitacja nie są w takim przypadku rozłączne. Inaczej mówiąc nie mam wątpliwości, że taka modlitwa byłaby agitacją.

Nawet gdyby intencja brzmiała „msza jest odprawiana za Jarosława Kaczyńskiego”?

- Jeśli byłaby wypowiedziana głośno z ambony uznaję ją za złamanie ciszy wyborczej, bo oczywistym jest, że intencją zamawiającego taką mszę jest wygrana tego kandydata. Zamawiając mszę za niego wskazuje jasno na swoje intencje.

A jeśli ktoś zamówi mszę w intencji pomyślności Polski to też złamie ciszę?

- Nie, bo wtedy nie wskazuje ani na Bronisława Komorowskiego, ani na Jarosława Kaczyńskiego. Każdy wierny może sam rozstrzygnąć, co dla niego znaczy  pomyślność ojczyzny, czyli wygrana którego kandydata może ją zapewnić.

Pozostaje nam wiara w rozsądek duchownych i 4 lipca zwolennicy obu kandydatów tylko w duchu będą modlić się za ich wygraną.

PO walczy do końca

2010/07/2, piątek

Przez ostatnie dwa dni kampanii prezydenckiej Bronisław Komorowski przejedzie 2400 kilometrów. Towarzyszy mu kilku sztabowców, reszta mobilizuje siły w Warszawie, by szybko zareagować na ewentualne ciosy ze strony sztabowców Jarosława Kaczyńskiego.

Kandydat PO odwiedził już gminę Osina, gdzie rekordowe poparcie dostał Grzegorz Napieralski. Był też w Rewalu, gdzie padł z kolei rekord frekwencji w pierwszej turze, zachęcając mieszkańców i turystów do jego powtórzenia. Pojawi się również w Inowrocławiu, Ciechanowie i Łowiczu gdzie w pierwszej turze miał słabe notowania.

Od dwóch dni dwustu parlamentarzystów PO bierze udział w „błękitnych porankach”. Stoją w na dworcach, rynkach i głównych ulicach miast wręczając ulotki swojego kandydata. Wynik Grzegorza Napieralskiego w pierwszej turze raz jeszcze udowodnił, że marketing bezpośredni dodaje kilka procent do wyniku.

Sztabowcy PO zapewniają, że na końcówce kampanii nie należy spodziewać się żadnych spektakularnych marketingowych zagrań z ich strony, a już na pewno nie będą uciekać się do czarnego PR-u.

Małgorzata Kidawa Błońska, rzeczniczka sztabu powiedziała nam, że na ostatniej prostej wszystkie działania, które podejmują są profrekwencyjne. Obserwując badania, słusznie wierzą w to, że im więcej ludzi pójdzie do wyborów, tym szanse na zwycięstwo Bronisława Komorowskiego rosną. Bo sztabowcy PO wcale nie są przekonani o wygranej swojego kandydata. Jego wyborcy raczej podobnie jak pięć lat temu mogą na rzecz słonecznego weekendu za miastem odpuścić sobie drugą turę. Tak mogą sobie sprawić przykrą niespodziankę w powyborczy poniedziałek.

Rymowana agitacja

2010/06/30, środa

Przedwyborcze napięcie związane z nadchodzącą II turą narasta także w internecie, czego dowodem są krążące po sieci mniej lub bardziej udane wierszowane wytwory twórczości tzw. elektoratu. Ostatnio głównie PO.

Publikujemy dwa wierszyki, które wpadły w nasze ręce (być może niektórym Czytelnikom naszego bloga już znane). Oba dość silnie nasycone wątkami anypisowskimi i antyjarosławokaczyńskimi, co w oczywisty sposób wskazuje na preferencje polityczne ich autorów.

Żeby było jasne – nie podzielamy tak skrajnego nastawienia do kandydata PiS, jaki prezentują autorzy obu wierszyków. Publikujemy je, bo uważamy, że są takim signum temporis, bardzo oczywiście ulotnym; zapomnimy o nich pewnie już następnego dnia po głosowaniu. Poza tym, mimo wszystko dodają tej nudnej kampanii odrobiny kolorytu.

Wierszyk nr 1:

Lepiej boso wejść w psie g…,
pod sufitem mieć nierówno,
pod kościołem być staruszką,
z tą staruszką dzielić łóżko,
mieć skrofuły pod ogonem,
Alzhaimera z Parkinsonem,
z krematorium dostać paczkę,
nic nie jedząc miewać sraczkę,
budzić śmiech wyrazem gęby,
stracić na raz wszystkie zęby,
lepiej czuć do siebie wstręta,
niż mieć Jarka – prezydenta!

Wierszyk nr 2:

Nie jestem już żaden smarkacz,
Łeb mam pokryty siwizną.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo zbyt cię kocham, Ojczyzno!

Niejeden ciężar na barkach,
Dźwigałem, znosiłem trudy.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo dość mam kłamstw i obłudy.

Gdy spytasz mnie, niedowiarka,
Dlaczego? Wyznam ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo w żadną zmianę nie wierzę.

Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry,
I teczek Macierewicza.

Bo nie chcę mieć Prezydenta,
Co straszy gejem i Żydem [tu chyba autor się zagalopował, nie słyszeliśmy, by prezes PiS straszył kogokolwiek w ten sposób, szczególnie Żydami – red.]
Co w każdym widzi agenta,
I może zaszczuć jak Blidę.

Na Jarka nie oddam głosu
Za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu,
I koalicję z Lepperem.

Za to, co wciska ludowi,
Na co pozwala i sprzyja,
Za to, co pisze Sakowicz [chyba Sakiewicz – red.]
I głosi Radio Maryja.

Za sieć podsłuchów i haków,
Wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił Rodaków,
Za IV Rzeczpospolitą.

Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo nie jest mi wszystko jedno.

Wybaczcie drwinę i sarkazm,
Odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo Polska jest najważniejsza!

PS. A dla odświeżenia pamięci dwa wiersze pro-kaczyńsko-pisowskie. Przed Państwem Jarosław Marek Rymkiewicz i Marcin Wolski!

Do Jarosława Kaczyńskiego

Ojczyzna jest w potrzebie – to znaczy: łajdacy
Znów wzięli się do swojej odwiecznej tu pracy
Polska – mówią – i owszem to nawet rzecz miła
Ale wprzód niech przeprosi tych których skrzywdziła
Polska – mówią – wspaniale lecz trzeba po trochu
Ją ucywilizować – niech klęczy na grochu
Niech zmądrzeje niech zmieni swoje obyczaje
Bo z tymi moherami to się żyć nie daje
I znowu są dwie Polski – są jej dwa oblicza
Jakub Jasiński wstaje z książki Mickiewicza
Polska go nie pytała czy ma chęć umierać
A on wiedział – że tego nie wolno wybierać
Dwie Polski – ta o której wiedzieli prorocy
I ta którą w objęcia bierze car północy
Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie
I ta druga – ta którą wiozą na lawecie
Ta w naszą krew jak w sztandar królewski ubrana
Naszych najświętszych przodków tajemnicza rana
Powiedzą że to patos – tu trzeba patosu
Ja tu mówię o sprawie odwiecznego losu
Co zrobicie? – pytają nas teraz przodkowie
I nikt na to pytanie za nas nie odpowie
To co nas podzieliło – to się już nie sklei
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!
Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo?
O to nas teraz pyta to spalone ciało
I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie
Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie


Mediom

Prawdę mając na ustach, a kłamstwo w kieszeni,
będąc zgodni ze stadem, z rozumem w konflikcie,
dzisiaj lekko pobledli i trochę stropieni,
jeśli chcecie coś zrobić, to przynajmniej milczcie!

Nie potrzeba łez waszych , komplementów spóźnionych
Waszej czerni, powagi, szkoda słów, nie ma co,
dzisiaj chcemy zapomnieć wszystkie wasze androny
wasze żarty i kpiny, wylewane przez szkło.

Bo pamięta poeta, zapamięta też naród
wasze jady sączone, bez ustanku dzien w dzień.
Bez szacunku dla funkcji, dla symbolu, sztandaru…
Karlejecie pętaki, rośnie zaś Jego cień!

Od Okęcia przez centrum, tętnicami Warszawy.
Alejami, Miodową i Krakowskim Przedmieściem
jedzie kondukt żałobny, taki skromny choć krwawy.
A kraj czuje – prezydent znowu jest w swoim mieście

Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej.
Nie potrzeba milczenia mącić fałszu mdłą nutą
Na kolana łajdaki, sypać popiół na głowę
Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą!

Kaczyńskiego: trzy razy NIE

2010/06/23, środa

Wreszcie są jakieś konkrety. Niema dotychczas kampania nabiera barw. Bez wątpienia przysłużył się do tego wielki wygrany pierwszej tury wyborczej Grzegorz Napieralski, który postawił dwóm rywalom do pałacu prezydenckiego warunki jego poparcia. Dziś na konferencji prasowej w Sejmie Jarosław Kaczyński trzem z nich powiedział „nie”.

Po pierwsze: NIE dla in vitro – „Mówiłem już, jestem katolikiem i z powodów kampanii wyborczej nie zmieniam swojego wyznania”.

Po drugie: NIE dla Karty Praw Podstawowych (zbiór fundamentalnych praw człowieka uchwalony i podpisany w dniu 7 grudnia 2000 r. podczas szczytu Rady Europejskiej w Nicei ). Jej przeciwnicy boja się, że podpisana przez Polskę otwiera drogę do legalizacji związków homoseksualnych.  – „To jest sprawa naszej suwerenności. Jestem zwolennikiem chronienia polskiej suwerenności. Nie jest tak, aby ciągłe jej pozbywanie się było dobre. Tu jest poważna różnica między mną a panem Komorowskim”.

Po trzecie: NIE dla parytetów – „Uważam, że to rozwiązanie do niczego nie prowadzi, jest pewną sztucznością. Rola pań w polskiej polityce rośnie i nie trzeba jej wzmacniać przy pomocy mechanizmów, które doprowadzą do sytuacji, jak w krajach zachodnich, gdzie trwa polowanie na kandydatki do parlamentu.”

Bronisław Komorowski we wszystkich powyższych tematach ma odmienny pogląd. Tym samym Jarosław Kaczyński pożegnał się z poparciem elektoratu Grzegorza Napieralskiego. Sztab Jarosława Kaczyńskiego najwyraźniej uznał, że twardy elektorat też ma swoją cierpliwości i mimo wielkiego zaufania do prezesa są pewne granice wymogów kampanii. Są w stanie wytłumaczyć sobie dlaczego Jarosław Kaczyński mówi, że w Polsce nie ma już postkomunistów, a Józef Oleksy to polityk „starszo-średniego” pokolenia. Jednak wielu z tych nawet najwierniejszych 4 lipca zostałoby w domu, gdyby na powyższe warunki Napieralskiego Kaczyński trzy razy odpowiedział TAK.

Do Gdańska!

2010/06/18, piątek

To ciągłe sięganie do historii w wykonaniu głównych kandydatów już nawet nie nuży, po prostu irytuje. Tym bardziej, że oprócz grania na emocjach Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński jakoś tak niezbyt chętnie dzielą się swymi pomysłami na kampanię.

Wczoraj Wawel, dziś Wawel, no a na koniec przedwyborczego maratonu Gdańsk.

Bronisław Komorowski pojechał w czwartek do Krakowa, by w naszym narodowym panteonie pochylić się najpierw nad grobem marszałka Piłsudskiego, potem państwa Kaczyńskich. Następnie, w słynnym Pałacu Arcybiskupim przy Franciszkańskiej spotkał się z kardynałem Dziwiszem.

Jarosław Kaczyński podróż na Wawel odbył dziś – z samego rana,  w ostatnim dniu kampanii, w dniu swych 61 urodzin, razem z Martą Kaczyńską pochyli się nad sarkofagiem brata i bratowej (z kard. Dziwiszem się nie spotkał).

Najważniejsze wydarzenia będą się jednak działy na drugim końcu Polski. Znów powieje historią. Obaj kandydaci, w tym samym mniej więcej czasie, co dodaje tym wydarzeniom dodatkowej pikanterii, stawią się w Trójmieście, by w kolebce „Solidarności” zakończyć pierwszy etap walki o zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Będą oczywiście kwiaty pod pomnikiem poległych stoczniowców, a potem wiece – Kaczyńskiego na gdańskim Targu Rybnym (ciekawe, czy znów usłyszymy o ZOMO), a Komorowskiego przy sopockim molo.

Pod względem nałogowego wręcz szukania odniesień do historii, ciągłego odwoływania się do niej i podpierania się nią polscy politycy nie mają sobie równych. Przypominają piłkarskich działaczy, którzy ciągle wzdychają do sukcesów z lat 70. i 80., bo własnych nie mają. Świetnie, że pamiętają o tym, co było, ale lepiej, gdyby bardziej skupili się na tym, co będzie – tematów jest mnóstwo.

Oczywiście to wymaga wysiłku, no i nie jest zbyt chodliwym towarem w medialnym światku. Poza tym historii zarówno bliższej, jak i dalszej w przeciwieństwie do tego, co politycy górnolotnie zwą „losami przyszłych pokoleń” nie da się zmienić, strony w tym podręcznikach są zapisane od deski do deski. Można z nich czerpać pełnymi garściami, szczególnie w czasie kampanii, bo zawsze przecież można wyciągnąć jakiegoś dziadka w mundurze feldgrau, albo zagrać powstańczą przeszłością rodziny, choćby i nie prawdziwą.

Pozostaje się pocieszać – może za pięć lat będzie inaczej?

Księża za Jurkiem

2010/06/17, czwartek

Pisaliśmy kilka dni temu, że Episkopat Polski nie wyda tradycyjnego komunikatu do wiernych w sprawie wyborów prezydenckich. Za to kilku duchownych postanowiło otwarcie opowiedzieć się za jednym z kandydatów na prezydenta wchodząc do społecznego komitetu poparcia dla Marka Jurka.

Pod koniec maja kandydat na prezydenta Prawicy RP odpowiadając na pytanie dziennikarzy Super Expressu czy Kościół powinien angażować się kampanię wyborczą odpowiedział: „Kościół powinien dokonywać oceny moralnej stanowisk politycznych, ale nie powinien angażować się w poparcie konkretnych partii.”

Tu przyłapujemy Marka Jurka na niekonsekwencji, bo dwa tygodnie później przedstawił listę osób, które publicznie deklarują poparcie dla niego. Znajdujemy na niej takie między innymi nazwiska: ks. Mirosław Nowosielski – wykładowca akademicki, ks. prałat Jak Sikora – pułkownik Armii Krajowej, ks. prałat Władysław Zązel – kapelan Związku Podhalan. Jurka popierają też: wyrzuceni z PiS Ludwik Dorn i Marcin Libicki, oraz Cezary Mech (b. wiceminister finansów w rządzie PiS).

Na ostatniej prostej tej niemrawej kampanii również Bronisław Komorowski pokazał, że bliżej mu jest do kościoła krakowskiego niż tego toruńskiego. Dziś rano spotkał się w stolicy Małopolski z kard. Stanisławem Dziwiszem. Pełniący obowiązki prezydenta mówił, że to była wizyta kurtuazyjna i „przebiegała w duchu pełnego zrozumienia”. Komorowski dał tym samym lekko do zrozumienia, że może liczyć w niedzielę na głos najbliższego współpracownika Jana Pawła II.

Tymczasem wszyscy wierni powinni wziąć sobie do serca słowa abp. Józefa Życińskiego, wypowiedziane na antenie katolickiego radia eR: „Nie wiemy, jakie są nastroje Pana Boga i który z kandydatów podoba mu się bardziej. Ale właśnie dlatego, że nie wiemy, powinniśmy milczeć.(…) Proszę natomiast nie wymagać od księży biskupów, aby przestali być pasterzami całego ludu, a związali się z jedną grupą, jednym programem prezydenckim, bo było to samobójcze i szkodliwe dla Kościoła.”

Kraj się śmieje

2010/06/15, wtorek

Być może to kwestia mało porywającej kampanii, a może w ten sposób po raz kolejny ujawnia się jedna z naszych narodowych cech, czyli skłonność do przekory. Faktem jest, że w internecie sporo jest filmików wykpiwających kandydatów do prezydentury.

Część z nich nie jest zbyt wysokich lotów, niektóre przekraczają granicę dobrego smaku i wręcz równają się zniesławieniu, ale są też takie, których autorzy dysponują sporym poczuciem ożywczego humoru. W „Expressie Wyborczym” prezentujemy dwa, naszym zdaniem najbardziej zabawne (w tym jeden autorstwa Szymona Majewskiego).  Jeden jest parodią spotu Bronisława Komorowskiego, drugi – Jarosława Kaczyńskiego, choć kpi z obu kandydatów.

Cisza biskupów

2010/06/14, poniedziałek

Wbrew wieloletniej tradycji, biskupi nie zabiorą głosu na temat wyborów. Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski zapewnił nas, że przynajmniej przed pierwszą turą nie będzie żadnego listu Episkopatu w sprawie głosowania.

Dlaczego biskupi zrezygnowali z takiej drogi artykułowania swych oczekiwań wobec wiernych, nie wiadomo. Można się tylko domyślać, że prawdopodobnie nie przewidzieli, że ostatnie przed wyborami zebranie Episkopatu w większości będzie się odbywać już podczas trwania ciszy wyborczej (sobota, 19 czerwca i niedziela 20 czerwca).

Z pewnością to dość interesująca, a zarazem zaskakująca sytuacja zważywszy na to, że w minionych latach Episkopat zawsze ogłaszał nawiązujące do wyborów komunikaty, w których w mniej lub bardziej sugestywny sposób ogłaszał, na kogo należy głosować. Największym echem odbił się chyba ten z 1995, gdy hierarchowie przestrzegali „przed wyborem na najwyższe stanowiska w Ojczyźnie takich ludzi, którzy w okresie państwa totalitarnego uczestniczyli w sprawowaniu władzy na najwyższym szczeblu partyjno-rządowym”.

Dla wszystkich było wówczas jasne, kogo duchowni mają na myśli. Jedynym, który spełniał te kryteria był Aleksander Kwaśniewski, wówczas szef SdRP, były działacz PZPR oraz minister w rządach Messnera i Rakowskiego. Swoją drogą był to gest tyleż spektakularny, co pusty, bo Kwaśniewski mimo jawnej niechęci Kościoła wygrał z popieranym przez biskupów Lechem Wałęsą.

W 2005 roku wydźwięk listu był bardziej ogólny. Biskupi tydzień przed wyborami parlamentarnymi pisali do wiernych, że trzeba zagłosować „zgodnie ze swoimi przekonaniami moralnymi”. „Ludzie wierzący powinni oddać głos na te osoby, których postawa i poglądy są im bliskie, a przynajmniej nie sprzeciwiają się wierze katolickiej i katolickim wartościom oraz zasadom moralnym” – przekonywali. Podobny w tonie, a więc bez personalnych wycieczek, ale z jasnym przesłaniem, na kogo katolik powinien oddać swój głos, był list opublikowany przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Biskupi nawoływali, aby głosować na „osoby w pełni reprezentujące stanowisko Kościoła katolickiego w sprawach etycznych oraz społecznych”.

A w tym roku? Jedyne na co mogą pozwolić sobie duchowni by nie złamać prawa, to zachęcić wiernych do wzięcia udziału w wyborach (co byłoby mile widziane ze względu na frekwencję), albo poczekać do II tury.

Panie Waldemarze, jak pan mógł?

2010/06/11, piątek

Wyborcze audycje emitowane w bezpłatnym czasie antenowym mają przynajmniej częściowo wyrównać szanse kandydatów „biednych” i „bogatych”. Niektórzy jednak, występując w nich sami sobie szkodzą. Gdyby stworzyć specjalny ranking, pierwsze miejsce w tej kategorii zająłby pewnie prezes PSL Waldemar Pawlak.

Dlaczego? Wystarczy posłuchać. Pierwsze wrażenie jest piorunujące. Wiceszef rządu RP mruczy pod nosem jakieś wyblakłe slogany, które słyszymy od lat przy okazji każdej kampanii, przez co uległy takiej inflacji, że ich znaczenie jest dziś bliskie znaczeniu słowa „pomidor” w popularnej zabawie.

Słuchając takiego przekazu, można przyjąć postawę zasadniczą (w końcu w tle płynie melodia „Marsz, marsz Polonia”) i obruszyć się, że tak doświadczony polityk, a zarazem wysoki urzędnik państwowy w tak mało profesjonalny sposób podszedł do sprawy. Można też się roześmiać, przypominając sobie stare dowcipy o Pawlaku, w których wykpiwano – mówiąc eufemistycznie – jego umiejętności w dziedzinie kontaktów interpersonalnych i autoprezentacji.

Tak czy owak dziwne, że człowiek, który na szczytach władzy trwa od prawie dwudziestu lat, wciąż ma problemy z opanowaniem tej sztuki choćby w stopniu zadowalającym. Efekty widać w sondażach i słychać w programach wyborczych.

A wszystkim, którzy chcą przypomnieć sobie początki wielkiej kariery prezesa PSL, dedykujemy tę pamiętną piosenkę:

Skąd ci kandydaci?

2010/06/8, wtorek

„Tutaj jeździłem na rowerze – Grzegorz Napieralski, kandydat na prezydenta RP”. Taki billboard zawisł przy wejściu do szczecińskiego parku w rodzinnym mieście najmłodszego kandydata na prezydenta.

Mapa życiowa Napieralskiego zawisła w całym Szczecinie. Dzieci podążające dziś do jednej z tamtejszych podstawówek, dowiedziały się, że w tej samej uczył się sam kandydat do najwyższego urzędu w państwie. Tę sama wiedzę posiedli uczniowie technikum przy ulicy Kopernika. Studenci Uniwersytetu Szczecińskiego mijali z kolei wielki billboard z napisem “tutaj studiowałem”.

A kto jeszcze nie wie gdzie mieszka kandydat SLD szybko zorientuje się przechodząc ulicą Jagiellońską. Choć sprawa jest o tyle nieaktualna, że odkąd Grzegorz Napieralski zaczął szefować SLD, to razem z zona i dwiema córeczkami przeprowadził się do Warszawy. Plakaty to podobno inicjatywa lokalnych działaczy.

Nigdzie poza Szczecinem zgodnie z zapowiedziami dużych billboardów z wizerunkiem Napieralskiego nie zobaczymy. Pomysł lokalny i w kontekście słów ze spotu Bronisława Komorowskiego, że on “jest konkretnie z całej Polski”, może się wydawać mało trafiony. Choć marketingowo rzeczywiście oryginalny.